Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Sobota, 25 października 2014 r. 298 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Konferencje | Recenzje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Polecamy
 Polemiki
 Publikacje
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Wywiady
 Bibliografie
 Konferencje
 Recenzje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Publikacje > Kilka refleksji o nauczaniu indywidualnym


W marcu trafił do szkół i został przedstawiony na posiedzeniach, licznie odbywających się w okresie rekolekcji rad pedagogicznych, list pani minister Katarzyny Hall. Nie był to list w sprawie szumnie ogłaszanych podwyżek płac, na które cicho i z pokorą czekamy od stycznia. Był to list, w którym pani minister z troską pochyliła się nad losem dzieci chorych przewlekle i niepełnosprawnych.

 

Zdumione i wstrząśnięte jego treścią grona pedagogiczne dowiedziały się, że dzieci takie mogą być kształcone:

 >  w  szkołach specjalnych zorganizowanych w zakładach opieki zdrowotnej np. szkołach przyszpitalnych lub sanatoryjnych, gdy uczeń hospitalizowany jest dłużej niż 9 dni

 >  w formie nauczania indywidualnego

 >  w klasach szkół masowych, o ile ich stan zdrowia na to pozwala.

 

W trosce o tą ostatnią kategoria Pani Minister zaleciła dyrektorom przeprowadzenie szkoleń Rad Pedagogicznych, które to szkolenia od lat ministerstwo uważa za remedium na wszelkie problemy edukacyjno- wychowawcze.

 

Pracuje jako pedagog szkolny od ośmiu lat w jednym z łódzkich liceów ogólnokształcących. Moje przemyślenia indukowane listem Pani Minister chciałabym zaadresować do młodszych kolegów, zaczynających pracę na stanowisku pedagoga szkolnego. Zaznaczam, że są to moje własne refleksje, odnoszące się do moich własnych doświadczeń i nie poważyłabym się ich uogólniać.

 

Drodzy młodzi koledzy! Problem młodzieży z szeroko pojętymi problemami zdrowotnymi, uczącej się w szkołach masowych, jest Waszym problemem! Należy bowiem do tzw. działań opiekuńczych szkoły i to Wy, jako pedagodzy szkolni, zajmujecie się tym problemem, czego od was oczekuje każdy dyrektor, wychowawcy i nauczyciele przedmiotów. 

 

Zasady nauczanie indywidualnego reguluje art.71b Ustawy z dnia 7 września 1991 o systemie oświaty (Dz.U z 2004 r. Nr 256 poz. 2572 z póź. zmianami) oraz rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 29 stycznia 2003 w sprawie sposobu i trybu organizowania indywidualnego nauczania dzieci i młodzieży( Dz. U. z 2003 r. Nr 23, poz. 193).  Radziłabym przeczytać dokładnie te przepisy, gdyż ich znajomość zawsze imponuje rodzicom i kolegom nauczycielom oraz jest miłym zaskoczeniem dla dyrekcji.

 

Co wynika dla was i waszej działalności z tych przepisów? Pomysł na realizowanie przez ucznia nauczania indywidualnego może  pojawić się generalnie w dwóch przypadkach. Po pierwsze - gdy uczeń zostaje przyjęty do szkoły z informacją, że cała jego dotychczasowa kariera edukacyjna przebiegała w ramach nauczania indywidualnego - najczęściej z powodu przewlekłej choroby. Może być to oczywiście schorzenie, które rzeczywiście uniemożliwi uczniowi poruszanie się i wychodzenie z domu. W mojej karierze spotkałam jeden taki przypadek. Był to uczeń z postępującym zanikiem mięśni, który zresztą doskonale zdał maturę i przez trzy lata nauczania odwołał może ze trzy lekcje. Może być też i tak, że choć schorzenie jest niezwykle ciężkie i uniemożliwiające wyczerpujące kontakty z całą klasą, to rodzice deklarują, że nie marzą o niczym bardziej niż o integracji ich dziecka z klasą. W dziewięciu przypadkach na dziesięć już po dwóch tygodniach pobytu dziecka na lekcjach okazuje się, że wysiłek ten jest zbyt duży i powraca  koncepcja nauczania indywidualnego.

 

Inny mój podopieczny przeszedł ciężką operacje w wieku lat czterech i całą swoją edukację realizował w trakcie nauczania indywidualnego. Jego schorzenie objawia się dość „wybiórczą" niemocą edukacyjną. Poza tym bierze on aktywny udział w życiu towarzyskim i sportowym swojej dzielnicy, jest bowiem aktywnym kibicem  klubu Widzew - Łódź.

 

Tutaj ważna uwaga: nauczanie indywidualne przyznaje, na podstawie zaświadczenia lekarskiego o zaistnieniu takich przesłanek medycznych, zespół orzekający, działający przy publicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej, lub innej publicznej poradni specjalistycznej Nie wińcie jednak poradni psychologiczno- pedagogicznych i ich zespołów orzekających za niezbyt zrozumiałe w waszym odczuciu orzeczenia. Zespół orzekający nie ma bowiem najmniejszych możliwości zakwestionowania opinii lekarza. Zatem nasza refleksja, dlaczego dwudziestoletni osiłek w wolnych chwilach biorący udział w bitwach stadionowych, realizuje nauczenia indywidualne, pozostanie tylko naszą  własną refleksją, którą można najwyżej podzielić się z kolegami na zebraniu metodycznym pedagogów szkolnych. Temat uczniów z indywidualnym nauczaniem jest tam zawsze jednym z gorętszych i wywołujących długie dyskusje.

 

Oczywiście nie tylko rodzice są stroną wspierającą długotrwałe kariery edukacyjne, realizowane w systemie nauczania indywidualnego. Często także nauczyciele lub dyrekcja szkoły skłaniają rodziców do wystąpienia o nauczanie indywidualne. Powodem bywa zwykle fakt, że uczeń  bardzo  „odstaje" od poziomu klasy, sprawia problemy swoją absencją lub zachowaniem.

 

Druga kategoria uczniów to ci, którzy rozpoczęli naukę jako osoby pełnosprawne, ale ich stan zdrowia pogorszył się w trakcie nauki. Przyczyną  mógł być wypadek, operacja, ciężka choroba. Tego typu sytuacje są raczej bezdyskusyjne. Nauczanie indywidualne trwa wtedy jeden semestr i uczniowie ci sami starają się powrócić jak najszybciej do klas. Szczególną odmianą tej kategorii są osoby (spotykałam się z tym relatywnie najczęściej) które mają  zaburzenia typu psychicznego, takie jak depresje, bulimia, anoreksja. Są to bardzo zróżnicowane sytuacje. Czasami nauczanie indywidualne jest naprawdę dobrym wyjściem. Daje ono  uczniowi czas na leczenie farmakologiczne, terapię, pozwalając uzupełniać na bieżąco zaległości w nauce.

 

Gorzej jeśli nauczanie indywidualnie z orzeczeniem depresji ciągnie się przez całe trzy lata kariery w liceum. Powstaje bowiem pytanie o skuteczność leczenia, a przede wszystkim o przyszłe losy danego ucznia. O ile mi bowiem wiadomo, ani studia wyższe,  ani tym bardziej praca zawodowa, nie przewidują odpowiedników indywidualnego nauczania. Czyżbyśmy kształcili młodych rencistów, czy też może będziemy świadkami spektakularnych uzdrowień?

 

Wracając na teren szkoły, zgodnie z ustawą, decyzję o przyznaniu uczniowi nauczania indywidualnego wydaje dyrektor szkoły, na podstawie orzeczenia poradni psychologiczno-pedagogicznej, w porozumieniu z organem prowadzącym i na wniosek rodziców ucznia. Dyrektor, co niezwykle ważne, nie może odmówić zorganizowania nauczania indywidualnego.  Zgodnie z obowiązującym rozporządzeniem, indywidualne nauczanie prowadzone jest przez jednego lub kilku nauczycieli szkoły, którym dyrektor szkoły powierzy prowadzenie zajęć indywidualnego nauczania, w zakresie, miejscu i czasie określonym przez dyrektora szkoły, najczęściej w jego miejscu zamieszkania.

 

Jeżeli zatem uczeń jest na ewidencji szkoły na Retkini  (przypominam, że w szkołach ponadgimnazalnych nie obowiązuje rejonizacja) a mieszka na dalekim Janowie, to nauczyciel musi, w swoim wolnym czasie, dojechać do jego miejsca zamieszkania. Oczywiście koszty biletu komunikacji miejskiej może mu pokryć szkoła, co wskazuje na wielką troskę i wyrozumiałość władz oświatowych. Jeżeli zatem w szkole jest kilku uczniów z nauczaniem indywidualnym, dla dyrektora jest to równoznaczne z poważnymi trudnościami w ułożeniu optymalnego planu lekcji.

 

Oczywiście nauczyciele, niezależnie od oficjalnego harmonogramu, umawiają się z uczniami na zajęcia co kilka tygodni, w bloku, po kilka godzin. Nie jestem jednak pewna, czy nie jest to niezgodne z duchem ustawy w myśl, której nauczanie indywidualne pomyślane jest dla młodzieży, która ma problemy, między innymi z powodu trudności z odpornością na dłuższy wysiłek. Na szczęście w szczególnych przypadkach uczniowie mogą przyjeżdżać do szkoły i w niej odbywać indywidualne lekcje z nauczycielami.

 

Na ogół młodzież i nauczyciele preferują tą formę zajęć ze zrozumiałych przyczyn. Kilka lat temu miałam w klasie pierwszej uczennice, której przyznano nauczanie indywidualne ze względu na chroniczną astmę oskrzelową. Uczennica owa mieszkała w Głownie i, mówiąc oględnie, miała bardzo „luźny" stosunek do swoich obowiązków szkolnych, szczególnie do przedmiotów takich jak fizyka i chemia. W terminach tych zajęć zawsze nasilały się jej cierpienia fizyczne. Na nasze uwagi, że ciężko będzie nam dojeżdżać do Głowna, w którym jest liceum, do którego mogłaby się przenieść, uczennica ta przyniosła zaświadczenie, podpisane przez tego samego lekarza, że jej schorzenie całkowicie umożliwia jej codzienne podróże autobusem i tramwajem z Głowna do Łodzi.

 

Medycyna czyni cuda i pozwala osobie ze straszliwymi schorzeniami dróg oddechowych na takie podróże, byle zajęcia odbywały się w trakcie nauczania indywidualnego.

 

Przepisy o nauczaniu indywidualnym jasno określają, którzy nauczyciele uczą młodzież w tej formie kształcenia. Otóż są to oczywiście nauczyciele określonych przedmiotów. Nie muszą oni ukończyć żadnych szkoleń czy kursów, natomiast zgodnie z zaleceniami w orzeczeniu „powinni dostosować formy i metody zajęć do możliwości ucznia".  Oto kolejny przykład wiary w naszych nauczycieli. To wy młodzi pedagodzy szkolni spotkacie się z pytaniami waszych kolegów, jak mianowicie mają to oni czynić.

 

Jak to na przykład robić w przypadku uczennicy ze zdiagnozowanym spektrum schizofrenii, nie biorącej, przy aprobacie ojca, przepisanych leków? Uczennica ta przyjeżdżała jednak na lekcje do szkoły, podczas których kontakt z nią był, mówiąc oględnie, ograniczony.

 

Podsumowując. Uważam, że nauczanie indywidualne jest jedyną dostępną formą ratunku dla dzieci chorych, które chcą się uczyć i wkładają w to bardzo dużo pracy. Niestety, forma ta jest czasem nadużywana i wykorzystywana w przypadkach całkowicie niewłaściwych. Na przeszkodzie ich weryfikacji   staje owo niepodważalne zaświadczenie lekarskie.

 

Pani minister wykazała też troskę o dzieci, które choć chore na choroby przewlekłe, takie jak cukrzyca, astma, padaczka, uczęszczają normalnie na zajęcia lekcyjne. W tej sprawie wyśle do naszych szkół pakiety materiałów informacyjnych o tym, jak mamy pracować z takimi dziećmi. Czekam ze zniecierpliwieniem. Mam jednak wrażenie, że pani Hall zakłada, że światli rodzice, a więc wszyscy, informują szkoły o tego typu przypadłościach swoich dzieci.  Otóż nie. Choć żyjemy w XXI wieku, to jednak niewiele z tego wynika. Rodzice w dalszym ciągu, przynajmniej większość przypadków,  sądzą (być może na postawie ich złych doświadczeń), że poinformowanie szkoły o chorobie ich dzieci w jakiś sposób im zaszkodzi. Jeżeli więc na zajęciach szkolnych dziecko zemdleje, albo będzie miało napad epilepsji, zrobicie to co wam podszepnie instynkt i przebyte kursy pierwszej pomocy, po czym wezwiecie natychmiast pogotowie.

 

Pani minister wspomina coś o podawaniu, w konsultacji z rodzicami, leków. Moi drodzy! Nigdy nie wolno wam podać żadnego leku, nawet aspiryny, i nie jestem pewna czy zgoda ustna rodzica coś tu zmienia. Raczej nie!

 

W zakończeniu muszę stwierdzić, że cieszy mnie troska pani minister o chore dzieci, których ilość, niestety, jeszcze się zwiększy. Mówią o tym, przytoczone w liście Pani Minister,  badania Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. Biorąc pod uwagę fakt, że większości szkół nie ma już pielęgniarek a w żadnej -  lekarza (starsi wiekiem pamiętają taką instytucję jak również szkolnego dentystę),  nie są te dane tak bardzo zaskakujące.

 

Po cóż jednak w dobie kryzysu mnożyć niepotrzebne wydatki na opiekę medyczną dla dzieci i młodzieży? Jak już wspomniałam wszystko rozwiąże odbycie zaprotokołowanego posiedzenia Rady Pedagogicznej.

 

Małgorzata Trojak

Pedagog szkolny w III L.O. w Łodzi